Mark.

- Panno Gallant - zaczepiła ją Elizabeth Banks, jedna z nauczycielek. - Mam nadzieję,
- Przedstaw mi więc swoją teorię, Robercie.
niżej i niżej. Na samym jego skraju biegła wysypana żwi-
godzin.
Zło znowu ją wzywało. Słyszała wyraźnie jego głuche nawoływania. Odłożyła słuchawkę na widełki i przyłożyła dłonie do uszu. Nie chce tego słuchać. Nie ulegnie. Tym razem nie.
spełniali jej prośby... z wyjątkiem oczywiście uwolnienia. Nie miała pojęcia, co Lucien im
Gloria patrzyła na nią w napięciu. Bała się. Bała się, że ta kobieta, którą tak bardzo chciała teraz poznać, odrzuci ją. Jak kiedyś odrzuciła ją matka.
- Dlaczego? - zdziwiła się guwernantka.
- Lucien Balfour, lord Kilcairn.
- Tak, milordzie.
pracodawcę, earla Kilcairn Abbey.”
Policjant uwolnił rękę, objął Santosa ramieniem i poprowadził do jednego z radiowozów.
- Możesz ją sobie zatrzymać. Ja chcę tylko Santosa. Dzisiaj spełnią się moje sny.
Poczuła coś lepkiego na palcach i cofnęła gwałtownie dłoń. Krew. Pełno jej było wokół, mieszała się z deszczem i rozlewała na asfalcie. Wpatrywała się w różowe stróżki z niedowierzaniem, a rozpaczliwy krzyk podchodził jej do gardła.


wejścia, a potem znowu na swego rozmówcę. – Nie chcę wiedzieć, co

- Dobrze pan wie. Niegodne dżentelmena.
Posadę przyjęła bardziej z powodu Luciena Balfoura niż Rose, ale wtedy nie
- W porządku. Mogę cię o coś zapytać?

- Nie masz!

nie wiadomo – rzekł z wyraźną ulgą.
wołał. - Niech jej pani powie, że jej ojciec nie chce stać się
Przez chwilę chłonęła ten prosty fakt. A potem przeniosła

dostaną napełnione kieliszki.

– Cześć, to ja.
Chciałabym z nim pilnie porozmawiać.
jej fotografii, ale również z notatek. Zwłaszcza tych, gdzie pisała o miłości,